Leon Konkursy Blog
Konkursowe strategie

leon konkursy przedmiotowe

Każde dziecko to indywidualny zespół cech i naturalnych predyspozycji. Pracując z takim wachlarzem możliwości nietrudno się pogubić, a tym bardziej – iść schematem. 

Niestety, schematyzm się nie sprawdza ani w szkole podczas normalnych lekcji, ani w żadnej innej formie aktywizacji ucznia. Konkursy to prawdziwy poligon doświadczalny zarówno dla nauczyciela, jak i dziecka. Tutaj liczy się znajomość „przeciwnika” (czyli zasad i zagadnień konkursowych), ale i własnej armii.

Nie bez przyczyny konkursy są rozpisane w różnych formach: pisemnej, ustnej, dają pole do popisu sferze artystycznej… Daje to ogromne szanse niemal wszystkim dzieciom. Ale czy tak do końca jest?

W codziennej pracy napotykamy na uczniów, którzy  są nieustannie aktywni: zgłaszają się, odpowiadają chętnie i ze swadą, nie boją się wystąpień i zawsze są w obsadzie „czarnych koni” konkursowych. Ale co zrobić z tymi, którzy osiedli na drugim biegunie? Milczący, wycofani, zawstydzeni? Oni też maja potencjał, choć na początku w ogóle tego nie widać. A my mamy z tej grupy wyłonić nie tylko tych, którzy chcą, ale także tych, których warto byłoby zachęcić. Zresztą, prawdziwy strateg zawsze ma jakiś plan B, a konkurs to doskonała okazja, żeby swoją taktykę wykorzystać.

W jednym z konkursów miała wziąć udział starannie wyselekcjonowana grupka uczniów. Nauczyciel pracował z nimi dzielnie, dbając, aby wiedza wpływała gładko i równie gładko była przez nich utrwalana. Termin zbliżał się nieuchronnie i emocje sięgnęły zenitu. Terminarz spotkań grupy wsparcia wyraźnie się zagęścił i właściwie wszystko było gotowe do godziny „zero”. Na trzy dni przed konkursem ponad połowę zespołu wyeliminowała… galopująca grypa jelitowa, stawiając nauczyciela i jego podopiecznych w naprawdę dramatycznej sytuacji. Tyle pracy, energii, oczekiwań… A ponieważ nie ma sytuacji bez wyjścia, trzeba było spojrzeć prawdzie w oczy i przegrupować oddziały. Wybór był naprawdę wąski – ale czas naglił i nie można było zanadto grymasić. Po burzliwych obradach w pokoju nauczycielskim oraz szeregu cennych wskazówek skompletowano „drugi garnitur”.

W dniu konkursu zespół stawił się w odświeżonym, ale pełnym składzie. I co się okazało? Jeden z uczniów („ten jest taki spokojny, wygląda na myślącego, ale mało aktywny, trójkowy zaledwie… może on?”) bez zbędnych ceregieli wykosił konkurencję, błyskawicznie i poprawnie w 100% odpowiadając na zadania konkursowe. Opiekun nie mógł wyjść z podziwu i zdziwienia, bo uczył ten diament od dwóch lat i jakoś nie pamiętał, żeby aż tak go oszlifował… 

Po wszystkim, gdy zwycięska drużyna wiozła już trofeum, aby umieścić je nazajutrz w szkolnej gablocie chwały, opiekun zapytał nieśmiało, dlaczego do tej pory uczeń o takim potencjale nigdy się nie zgłaszał na lekcji, a już o udziale w konkursach w ogóle nie było mowy. Lider starcia odpowiedział szczerze:

- Nie wiem. Chyba mnie to nie kręci…?

Tak to właśnie bywa – nie wiemy do końca, co drzemie w uczniowskich głowach. Ale nauka z tego płynie jasna: nigdy nie można przesądzać o uczniu w kontekście jego aktywności na lekcji czy osiągniętych ocen. Każdy ma swojego asa w rękawie. Wystarczy dać mu szansę, aby tego asa z rękawa wyciągnął.

Kasia - Wrocław

 
Trener motywacyjny dla dziecka

leon Ogólnopolski Konkurs Przedmiotowy

Wyobraźmy sobie taką sytuację: uczeń klasy – powiedzmy - II czuje się wypalony i zniechęcony, włącza więc sobie kanał na YT ze swoim ulubionym mówcą motywacyjnym i oglądając kilka kolejnych filmików chłonie jak gąbka jego słowa. Potem bierze zeszyt, zgodnie z zaleceniami zapisuje swoje cele, ustala daty ich realizacji i nakręcony wizją nowego piórnika z ulubionym bohaterem kreskówek staruje do pracy nad sobą.

Nierealne, prawda? Techniki motywacyjna są wszak dla dorosłych! A jednak także takiego, jak pisał Korczak, „małego człowieka” trzeba do działania zmotywować. Na nauczycielu spoczywa więc podwójny obowiązek: przekazać wiedzę i jednocześnie dawać chęć do jej zdobywania.

Dzieci szybko się nudzą, rozpraszają, szukają nowych bodźców i raczej nie planują przyszłości. Ich odległe terminy sięgają popołudnia i możliwej chwili odpoczynku od nauki, a nie czasu „po trzydziestce”. Dotarcie do tego świata jest trudne, ale możliwe. Pozostaje pytanie: jak to zrobić?

Uczeń, już od najwcześniejszego etapu edukacji chce widzieć wymierną korzyść z wkładanej w naukę pracy. I chodzi tu nie tylko o oceny. Dziecko chce się czuć docenione w sposób, który zaspokoi jego potrzeby akceptacji i współżycia w grupie. Chce także wiedzieć, po co to robi. Wystarczy zaproponować dziecku spacer, a zaraz zapyta „A po co?”. Nie uzyskawszy satysfakcjonującej odpowiedzi, znajdzie dziesiątki przemyślanych argumentów. Spacer dla zdrowia mogą uprawiać dorośli, ale dziecko ma mieć z tego swoją radość: wyścigi, odwiedzenie ulubionego placu zabaw, sprawdzenie, czy drzewko urosło od ostatniej wizyty itp. Idąc gdzieś w jakimś konkretnym celu ma na to chęć i energię, a na nudnym spacerze będzie smętnie powłóczyło nogami i z błaganiem w oczach pytało: „Kiedy wracamy?”

Tak samo jest w szkole. Dzieci uwielbiają poznawać nowe rzeczy, zdobywać kolejne umiejętności i wkładać w to całe serce, ale muszą wiedzieć, jaki jest tego cel. Nauka dla nauki, tak jak spacer dla spaceru, to żadna atrakcja. Liczenie jest fajne wówczas, gdy uczeń wie, że za chwilę sam sobie kupi coś w sklepie i będzie umiał policzyć wydaną resztę. Że może sam napisać kartkę (ok, smsa) z wycieczki, bo budowanie zdań jest takie proste. Że może się pochwalić przed rodzicami, jak bez trudu rozpoznaje gatunki drzew w pobliskim parku i wie dokładnie, za ile miesięcy wypadają jego urodziny ;-)

Docenienie nie powinno się ograniczać do uzyskanego wyniku, ale także wspierać same starania włożone w jego osiągnięcie. Pewne rzeczy przychodzą dziecku łatwiej, inne wymagają większego wysiłku, a bez potwierdzenia sensu podjętych działań nie ma szans na motywację do kolejnych, bo skrzydła już zostały podcięte, a wiara we własne możliwości mocno nadwątlona. Zastanawiające jest, dlaczego będąc dorosłymi przyznajemy sobie prawo do błędów i porażek, podczas gdy od dziecka wymagamy natychmiastowych i na najwyższym poziomie efektów? Czasami, nawet po poważnym niepowodzeniu słowa: „To ważne, że zacząłeś” czy „Widać od razu, że się starałeś”, „…jesteś na dobrej drodze”, „Sam widzisz, za każdym razem jest coraz lepiej” mogą u dziecka zdziałać cuda. 

Uczeń zawsze będzie widział w nauczycielu pierwszą osobę weryfikującą jego starania i ich efekty. Dlatego do każdego słowa, padającego z ust nauczyciela uczeń na początku swojej drogi edukacyjnej przykłada ogromną wagę. Nie widząc wsparcia czy zachęty, traci motywację i poczucie sensu tego, co robi i to nierzadko z ogromnym wysiłkiem. 

Warto się zastanowić, czy jako nauczyciele chcemy mieć w swoim dorobku orły czy… nieloty?

 
Kilka łatwych i efektywnych pomysłów dla rodziców, jak uczyć dzieci.

Leon Ogólnopolski Konkurs Przedmiotowy


Jak wiadomo, dzieci uczą się najszybciej i najskuteczniej. Dotyczy to zwłaszcza nauki języków obcych. Równie ważne jak rozpoczęcie nauki wcześnie, jest to, aby ćwiczyć oraz powtarzać język obcy codziennie w domu. Nawet jeśli sam nie znasz tego języka, w bardzo łatwy sposób możesz pomóc swojemu dziecku w nauce. Rozwinie to nie tylko jego płynność w posługiwaniu się językiem obcym, ale również wpłynie na jego rozwój intelektualny. 

Poniżej jest 5 bardzo łatwych sposobów dzięki którym wspomożesz naukę swojego dziecka, a przy okazji będziecie się dobrze bawić.

 

 

1.  Śpiewajcie wspólnie piosenki

Dzieci  uczą się języka obcego przez zabawę, bardzo często są to piosenki. Zachęć dziecko, aby nauczyło cię piosenki, którą aktualnie śpiewają na zajęciach z języka obcego. Nawet jeśli nie masz talentu muzycznego, śpiewaj z dzieckiem tak często jak się da, lub regularnie przypominaj mu, aby zaśpiewał tobie.

 

2.  Samoprzylepne karteczki na przedmiotach użytku domowego

Jako ciekawą zabawę, zaproponuj, żeby dziecko na samoprzylepnych karteczkach samo napisało w języku obcym nazwy lub kolory przedmiotów znajdujących się w domu. Następnie poproś, aby przykleiło je na odpowiednie przedmioty. Po kilku godzinach lub całym dniu możecie karteczki zdjąć, a następnie ponownie je przykleić. 

 

3. Zachęć do wspólnej nauki

Poproś dziecko, aby nauczyło cię języka obcego. Zarezerwujcie 20 minut dwa lub trzy razy w tygodniu na „lekcję”, kiedy to dziecko będzie nauczycielem i przekaże tobie wiedzę z języka obcego. Wszystko oczywiście w formie zabawy.

 

3. Pytaj dziecko o nazwy przedmiotów w języku obcym

Kiedy spędzacie czas razem, pytaj dziecko o nazwy różnych przedmiotów, kolorów lub czynności w języku, którego się uczy. 

 

3. Okazuj zainteresowanie postępami w nauce

Po lekcjach w szkole pytaj dziecko czego się nauczyło, poproś, żeby zaśpiewało piosenkę lub powiedziało wierszyk, który poznało na lekcji. Nie szczędź pochwał za każdą odpowiedź. 

 

4. Oglądajcie bajki w języku obcym

Jeśli twoje dziecko ma ulubione bajki, oglądajcie je w obcym języku, o ile taka wersja istnieje. Jeśli nie, poszukaj innych bajek, które dostępne są w języku, którego uczy się dziecko. 

 

5. Rozmawiaj w języku obcym

Jeśli znasz język obcy chociaż na poziomie podstawowym, nie bój się rozmawiać z dzieckiem w tym języku. Nawet jeśli będzie to tylko najprostsza wymiana zdań: Jak się czujesz? Co robiłeś w szkole? Sprawi to, że dziecko poczuje się pewniej i posługiwanie się językiem obcym będzie stawać się coraz bardziej naturalne.

 

Takie łatwe i przyjemne sposoby na wspólną naukę, a tak wiele mogą zdziałać. Pamiętaj, że to właśnie w dzieciństwie dziecko najszybciej osiągnie płynność w posługiwaniu się językiem obcym.  Pomóż mu rozwinąć tę pasję, a może przy okazji sam się czegoś nauczysz?

 

Sylwia Clayton 

https://www.facebook.com/niezbedniklektora/

 
Gdzie czas na dzieciństwo?

„Nie wiem czy to jest taka mądra decyzja…”

Pierwsze słowa dyrekcji, która zapoznała się z pismem, w którym poprosiłam o wypisanie mojej prawie 8 letniej córeczki z polskiej szkoły, słowa, które mogą wpędzić w zakłopotanie… 

Przepisałam dziecko do niemieckiej szkoły, bo wbrew zapewnień ze strony szkoły i Pani Minister Oświaty, że polskie szkoły są przygotowane na 6 latki - wcale tak nie było, mało tego obecny rząd nie kontynuuje reformy wprowadzonej przez poprzedników, czuję się jakby moje dziecko było królikiem doświadczalnym, jakby do kółka w którym układa się z dziećmi zamek z klocków wpuszczono niegrzecznego Jasia, który postanawia zepsuć tą wieżę. Po dwóch latach nauki mojej córeczki wyciągam wnioski, główny jest taki, że nauczyciel wprowadza materiał, a rodzić uczy tego materiału w domu, ogrom prac domowych, jest tylko po to, aby zdążyć z zaplanowanym na rok materiałem…zamiast bawić się, jeździć na rowerze, czy zwyczajnie usiąść na kanapie i oglądać bajki mąż zabawiał młodszą córeczkę, aby ta nie przeszkadzała mi i Oli odrabiać lekcji i się uczyć na następny dzień. A gdy przychodził upragniony weekend Ola z radością czytała „Karolcię” odliczając ilość wyznaczonych stron, aby wspólnie z całą rodziną pojechać do babci, pobawić się z koleżankami.

Żal mi jest nauczycieli, których pasję do nauczania zabija się ciągłymi zmianami, wiem, że nie zawsze się z nimi zgadzają, często sami zastanawiają się jakiej pracy dołoży im kuratorium, jak rozszerzy program. Wiem, że mają dużo dokumentów i prac do sprawdzenia po godzinach lekcyjnych, często nie mają dostępu do komputera w szkole i dzienniki muszą uzupełniać w domu…, ale jeszcze bardziej żal mi jest dzieci, „szkoła to nie tylko mury”- to powiedzenie też nabiera nowego znaczenia, szkoła to praca od rana do nocy, od 8:00 do 13:00 z nauczycielami, a od 16:00 do 19:00 z rodzicem w domu, nie chcę takiego dzieciństwa zapewnić swoim dzieciom. Ja nie muszę przynosić swojej pracy do domu, a moje dziecko niestety musiało? Ja teoretycznie mam czas na relaks, moje dziecko za mało jak na swoje 8 lat. Wspólny czas dla rodziny został nam zabrany przez szkołę … Nie mam pretensji do nauczycieli, bo to nie ich wina taki mamy system szkolnictwa w Polsce, wierzę, że starają się jak mogą, aby lekcje były ciekawe i zachęcały dzieci do nauki… 

Po pierwszych dniach zmiany szkoły widzę kilka plusów:

Brak zadań domowych… (marzenie młodych mam i ich dzieci) lekcje nie są zadawane, jeżeli dziecko czegoś nie zdąży zrobić, odrabia lekcje na świetlicy z NAUCZYCIELEM

Świetlica, w klasach I-III Pani nauczyciel świetlicy przychodzi do klasy dzieci i tam wspólnie odrabiają lekcje, malują itp. ( każda klasa ma swojego nauczyciela świetlicy)

Doskonale przystosowane klasy… (marzenie każdego nauczyciela, który wie, że dzieci nie spędzą 6 lekcji siedząc w jednym miejscu w szkolnej ławce)

Angielski minimum trzy razy w tygodniu… ( w trzeciej klasie 3 razy w tygodniu? I zero gramy? Jak to możliwe?)

Przerwa obiadowa trwa 50 minut…. Tak, 50 minut.

Nauka żywego niemieckiego, lekcje prywatne nie są w stanie rozwinąć kompetencji jezykowych jak nauka "na żywo" codziennie kilka godzin podczas lekcji i zabawy z koleżankami z klasy.

Minusy, które mogą być plusami:

Płatne podręczniki… tak widocznie Niemcy, to nie tak zamożny kraj jak Polska skoro nie stać ich na kupno podręczników…

Płatna świetlica… to kolejny minus na naszej liście koszt świetlicy wraz z obiadem to około 60 euro, ale ta zapewnia nam opiekę nad naszymi pociechami od 6:00 do 18:00 potraficie sobie wyobrazić, że wasze dziecko o 7:00 rano nie stoi pod zamkniętą szkołą? Mało tego w klasach 1-3 mają świetlicę we własnej klasie, Pani specjalnie do nich przychodzi… 

Niższy poziom edukacji… tak nie mają zadań domowych, więc mniej się nauczą, a Ola właśnie przerabia materiał z matematyki, który uczyła się w drugiej klasie w Polsce, myślę, że to jest właśnie materiał dla ucznia klasy trzeciej, który rozpoczął naukę jako 6-cio latek.

Dziecko nie chce wracać ze szkoły do domu … to straszne, w Polsce nie chciało chodzić do szkoły, tu nie chce wracać do domu… zapewne chodzi o ten gigantyczny plac zabaw z mini parkiem linowym, hulajnogi, deskorolki i inne dziwne pojazdy do których dzieci mają dostęp na przerwach.

2 razy w tygodniu pływanie? 3 razy w tygodniu sport? Brak religi - może być minusem dla niektórych... Ola przystapi do Komuni ze starą klasą w Polsce.

Teraz już wiem że to nie była taka mądra decyzja to była najmądrzejsza decyzja w moim życiu …:)

Pomimo barku znajomości języka, Ola skacze z radości, chodzi na kółko krawieckie i Odyseję Umysłów, co w zeszłym roku było powodem kilku słabszych ocen z matmy… 

Co najbardziej nas zaskoczyło, to fakt, że Ola ma dodatkową Panią, która jej pomaga nadrobić zaległości językowe podczas lekcji :)

Dlaczego u nas nie można odpuścić tego ogromu nauki, dlaczego dzieci maja być dobre z wszystkiego ??? Dajmy się im rozwijać w kierunku, który jest dla nich najlepszy. Nie każdy lubi matematykę lub pisać wypracowania. 

Domyślam się, że wiele osób może mieć inne zdanie, że są różne dzieci i różne szkoły… ja wybrałam szansę na dzieciństwo dla swojej córeczki. 

Pozdrawiam Was mocno i dziękuję za wysiłek jaki wkładacie w naukę naszych dzieci.

Mama Oli - 8 lat i Kasi - 3 lata .

 
„O szkoleniach i warsztatach, czyli o inwestycji w siebie"

szkolenia dla nauczycieli

 

Tak to już w naszym przypadku bywa, że kiedy zasiadamy wieczorem do komputera i otwieramy skrzynkę pocztową, to między palcami przelatuje nam znaczna część cennego (często jedynego wolnego) czasu. Zegar odmierza kolejne minuty w sposób nieubłagany, a zaparzona herbata staje się podejrzanie zimna i czarna. Przebrnięcie przez kolejne foldery, po ciężkim dniu pracy staje się zadaniem do wykonania chyba tylko dla sztabu  specjalistów od zadań specjalnych. Litery na białym tle zlewają się w trudne do rozszyfrowania zapiski ale już po szybkiej aplikacji zbawiennych kropel do oczu, rozpoczynamy rozeznanie w terenie. 

Do kosza wędrują niepowtarzalne  oferty zakupowe, sukienki obniżone TYLKO dziś i TYLKO dla nas o 99% i broszura Last Minute z wymarzonymi wakacjami TYLKO dla dwojga w pięknym hotelu z basenem i jacuzzi. Po selekcji wiadomości od szefostwa, po podziale na e-maile  na mniej ważne i „sprawdzę później” natrafić możemy na zaproszenie na szkolenie skierowane do nauczycieli.  Czy warto brać w nich udział? Jasne, pod warunkiem, że weźmiemy pod uwagę kilka istotnych zasad.

  1. Mniej znaczy więcej – sprawdź, czy tematyka spotkania naprawdę Cię interesuje i czy jest skierowana do takich osób jak Ty. Będąc świeżo po studiach z filmowym, zarażających na około bananem na pół twarzy – odpuść sobie 4- godzinne szkolenie z zakresy wypalenia zawodowego.  Oczywiście, lepiej zapobiegać, niż leczyć ale obawiam się, że po takim zegarowym maratonie, odniesie ono zupełnie odwrotny skutek. Zbieranie za wszelką cenę znacznej ilości zaświadczeń do teczki awansu, nie ma na dłuższą metę większego sensu.

 

  1. Oszacuj swoje możliwości – nie bądź nadgorliwa. Codzienny rozkład dnia, czyli praca zawodowa, prowadzenie domu, opieka nad dzieckiem – nie zawsze nam sprzyja. Zdarzają się dni w naszym kalendarzu, że nie wciśniemy już nic do naszego grafiku zajęć, więc gdzie tu miejsce i moc na przyswajanie nowej wiedzy?

 

  1. Sprawdź, kto jest prowadzącym. Z doświadczenia wiemy, że są konferencje, na które uczestnicy pchają się drzwiami i oknami. Zaplanowane 20 miejsc dla pedagogów zmienia się w aulę wypchaną po brzegi i ciasno dostawione krzesła, gdzie tylko się da. Spotykamy się niestety także z prowadzącymi typu gawędziarz – teoretyk. Mówią do nas w sposób nieprzekonujący  i łatwo możemy zorientować się, że dzisiejszą szkołę lub przedszkole znają tylko z telewizji i jak to się często zdarza-  nigdy w szkole nie uczyli. Umówmy się, że szkoła na przestrzeni lat zmieniła się i szukamy rozwiązań na tu i teraz, a wiedza przekazywana od nauczycieli praktykujących – jest znacznie cenniejsza.

 

  1. Zabierz ze sobą koleżankę lub posadź ją bardzo daleko od siebie ;) W razie ewentualnych wątpliwości, pytań możecie wzajemnie pewne kwestie sobie wyjaśnić. Wymienianie się własnymi doświadczeniami naprawdę wzbogaca a możliwość prowadzenia dyskusji z kimś na poziomie – to naprawdę dobra lekcja. Gorzej, jeśli jesteście „personą”, którą i owszem dyskutuje ale inne tematy ;) I tak oto zamiast skupić się na temacie spotkania, analizujecie cenniki usług kosmetycznych, dzielicie się informacjami o rabatach w centrach handlowych i supermarketach lub musicie porządnie wygadać się o tym, co zrobił, nie zrobił, co powinien zrobić Wasz mąż, narzeczony czy chłopak. ;) Wtedy najlepiej ucieknijcie od koleżanki na drugi koniec sali a rozmowy zostawcie sobie na deser, jeśli jeszcze będziecie miały na to siłę. ;)) Czasem też mi się zdarzy, że wolę uciekać daleko. Dla innych i własnego bezpieczeństwa  ;)))
 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 następna > ostatnia >>

Strona 1 z 2

LiveChat

Susnet Facebook Like Box